Home
Categories
EXPLORE
True Crime
Comedy
Business
Sports
Society & Culture
Health & Fitness
TV & Film
About Us
Contact Us
Copyright
© 2024 PodJoint
00:00 / 00:00
Sign in

or

Don't have an account?
Sign up
Forgot password
https://is1-ssl.mzstatic.com/image/thumb/Podcasts122/v4/04/e6/8f/04e68f51-f770-3d93-c7e7-42fb7fb783b2/mza_14968879090374174932.jpg/600x600bb.jpg
Zwierciadło Podcasty
Zwierciadło
323 episodes
3 days ago
„Zwierciadło Podcasty” to rozmowy o psychologii, kulturze, wychowaniu, podróżach i dobrym życiu. Naszymi gośćmi są znani eksperci, badacze oraz ludzie zaangażowani w promocję aktualnej i sprawdzonej wiedzy ze wszystkich tych dziedzin.
Show more...
Mental Health
Health & Fitness
RSS
All content for Zwierciadło Podcasty is the property of Zwierciadło and is served directly from their servers with no modification, redirects, or rehosting. The podcast is not affiliated with or endorsed by Podjoint in any way.
„Zwierciadło Podcasty” to rozmowy o psychologii, kulturze, wychowaniu, podróżach i dobrym życiu. Naszymi gośćmi są znani eksperci, badacze oraz ludzie zaangażowani w promocję aktualnej i sprawdzonej wiedzy ze wszystkich tych dziedzin.
Show more...
Mental Health
Health & Fitness
Episodes (20/323)
Zwierciadło Podcasty
„Budowle w Machu Picchu są bardziej spektakularne niż piramidy”. Mariusz Lewicki o Peru nie z pocztówki, gdzie Polaków wciąż się lubi | „Rzecz gustu”, odc. 5

– Jeśli chcesz coś załatwić w Peru, warto powiedzieć: jestem z Polski, z kraju Jana Pawła II – nie jestem gringo – mówi Mariusz Lewicki, podróżnik i pilot wypraw do Ameryki Południowej, w czwartym odcinku podcastu „Rzecz gustu”, prowadzonego przez Maxa Cegielskiego. Peru od lat rozpala wyobraźnię podróżników. Machu Picchu trafia na listy marzeń, a media społecznościowe zalewają kadry z Andów. Co jednak kryje się za tym ikonicznym obrazem? I dlaczego jest to kraj, który wymaga pokory – nie tylko dobrej kondycji? Sponsorem podcastu jest biuro turystyki ZNP Logos Tour, organizator wypraw na siedem kontynentów

Machu Picchu – punkt zero masowej wyobraźni

Machu Picchu to bez wątpienia globalny magnes. Jedno z tych miejsc, które znają nawet ci, którzy nigdy nie byli w Ameryce Południowej. Mariusz Lewicki szybko jednak studzi romantyczne wizje. W praktyce to intensywna, jednodniowa wyprawa logistyczna: spektakularna trasa kolejowa, autokar do Machu Picchu Pueblo i wreszcie piesze przejście wśród ruin. Tempo narzucone, tłumy nieuniknione.

Max Cegielski z przekorą zauważa, że zabudowania Machu Picchu mogą wydawać się bardziej spektakularne niż piramidy. Być może dlatego, że nie są samotnym monumentem na pustyni, lecz częścią pejzażu – wtopione w góry, zawieszone między chmurami. To architektura, która nie dominuje natury, ale prowadzi z nią dialog.

Cusco – serce, które bije wolniej

Dla Mariusza Lewickiego prawdziwa miłość do Peru zaczyna się gdzie indziej.

– Cusco to moje ulubione miejsce w Ameryce Południowej – mówi bez wahania.

Dawna stolica Inków to miasto nałożonych na siebie warstw historii – rdzennej i kolonialnej. To tutaj Peru przestaje być atrakcją, a zaczyna być doświadczeniem. Rytm miasta zwalnia, rozmowy stają się dłuższe, a kontakt z lokalną kulturą – mniej turystyczny, bardziej prawdziwy.

Cusco pozwala też zrozumieć jedną z podstawowych prawd o Peru.

– To kraj trudny: choroba wysokościowa, wyzwania logistyczne, silne kontrasty społeczne. W takiej rzeczywistości biuro podróży, takie jak Logos Tour, przestaje być luksusem, a staje się polisą bezpieczeństwa – podkreśla Lewicki. – Brak aklimatyzacji to jeden z najczęstszych błędów turystów, którzy chcą „zaliczyć” wszystko szybko. Peru wymaga czasu i uważności na własne ciało.

Gotowy, przemyślany program i doświadczony pilot okazują się kluczowe.

Język – klucz do bycia gościem

Lewicki dzieli się prostą, ale znaczącą radą: warto nauczyć się kilku słów po hiszpańsku. Angielski wciąż kojarzony jest z USA i automatycznie ustawia turystę w roli gringo. On sam, chcąc coś załatwić, mówił, że jest z Polski – z kraju Jana Pawła II. Ten kulturowy kod działał: otwierał rozmowy, skracał dystans.

Ten drobny szczegół wiele mówi o Peru – kraju, w którym relacje bywają ważniejsze niż procedury, a tożsamość kulturowa ma realną wagę.
Boliwia – dopełnienie opowieści

Czy będąc w Peru, warto pojechać dalej – do La Paz w Boliwii? Zdecydowanie tak. To kolejny etap wtajemniczenia: jeszcze wyżej, jeszcze intensywniej, jeszcze mniej komfortowo, ale też bardziej prawdziwie. Rozwarstwienie społeczne widoczne w obu krajach to element podróży, który zostaje w pamięci najdłużej.

Od Paddingtona do Andów

Na finał rozmowy pojawia się niespodziewany bohater – miś Paddington. Mało kto pamięta, że ten brytyjski symbol ma peruwiańskie korzenie. To drobna ciekawostka, która dobrze domyka opowieść. Peru istnieje w naszej zbiorowej wyobraźni od dawna – często nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Odcinek „Rzecz gustu” z Mariuszem Lewickim nie jest pocztówkową laurką. To opowieść o podróży, która wymaga przygotowania, cierpliwości i otwartej głowy. O Peru, które nagradza tych, którzy chcą zobaczyć więcej niż tylko Machu Picchu.

Sponsorem podcastu jest biuro turystyki ZNP Logos Tour – organizator wypraw na siedem kontynentów.

Show more...
1 week ago
48 minutes 32 seconds

Zwierciadło Podcasty
„Po śmierci ojca byłem przez długie lata zamrożony”. Michał Czernecki o żałobie i „metodzie Leszka Lichoty” na życie | „Mężczyzna jest człowiekiem”, odc. 11

- W życiu mężczyzny matka nie jest tak potrzebna, jak ojciec". Widuje się takich panów, którzy zostali z mamami: są z reguły obli i bladzi, jakby umarli za życia - mówi Michał Czernecki w podcaście „Mężczyzna jest człowiekiem". W rozmowie z Beatą aktor mówi o stracie ojca bez sentymentalizmu i bez taryfy ulgowej. O latach emocjonalnego zastoju i o tym, że żałoba nie jest wyłącznie rozpaczą, ale także ulgą.

Mężczyźni rzadko opowiadają o żałobie wprost. Częściej ją odkładają, zamrażają, obchodzą bokiem. Zastępują ją pracą, ironią, ruchem do przodu. W rozmowie z Beatą Biały w podcaście „Mężczyzna jest człowiekiem" Michał Czernecki mówi o stracie ojca bez patosu i bez obronnych gestów.

Żałoba nie ma terminu ważności

- Po śmierci ojca byłem przez długie lata zamrożony. Żałobę przeżyłem z odroczeniem - mówi aktor i trafia w sam środek męskiego sposobu radzenia sobie ze stratą. Najpierw funkcjonować. Potem, ewentualnie, poczuć. A czasem nie poczuć wcale.
Czernecki opowiada o momencie, który przyniósł pęknięcie. O filmie „Siedem minut po północy”. - Przepłakałem cały. Nie wiem, czy to nie najważniejszy film w moim życiu. Pomógł mi przeżyć żałobę - wyznaje. Kino stało się bezpieczną przestrzenią dla emocji, które przez lata nie miały gdzie się ujawnić. Nie terapia, nie rozmowa, nie racjonalizacja. Obraz. Historia. Cudza opowieść, która nagle okazała się własną.
Żałoba nie kończy się jednym momentem. Czasem wraca po latach. Czasem potrzebuje filmu, zdania, przypadkowej sceny, by się ujawnić.

„Jakby umarli za życia”

- W życiu mężczyzny matka nie jest tak potrzebna jak ojciec - mówi Czernecki prowokacyjnie. - Widuje się takich panów, którzy zostali z mamami. Są z reguły obli i bladzi, jakby umarli za życia - dodaje i opowiada o braku męskiego punktu odniesienia. O nieobecności, która zostawia pustkę trudną do nazwania, a jeszcze trudniejszą do przepracowania. Ojciec w tej narracji nie jest ideałem ani bohaterem. Jest kimś, wobec kogo można się określić, nawet poprzez sprzeciw. Gdy go brakuje, mężczyzna często latami nie wie, kim jest.

- Gdy rodzic umiera na chorobę terminalną, rozrywają cię dwa wektory. Jeden, żeby to się nie stało, a drugi, żeby już się skończyło - mówi Czernecki przytaczając wątki ze wspomnianego filmu „Siedem minut po północy”. Takie wyznanie rzadko pada publicznie, bo jest niewygodne. A przecież zna je każdy, kto towarzyszył komuś w długim odchodzeniu.
Żałoba zaczyna się dużo wcześniej niż w dniu pogrzebu. Zaczyna się w szpitalnych korytarzach, w oczekiwaniu na telefon, w zmęczeniu czuwaniem. I właśnie wtedy pojawia się uczucie, o którym wstyd mówić. Żałoba to nie tylko rozpacz i żal, ale też ulga, przyznaje Czernecki. Ulga, że cierpienie się kończy. Że napięcie opada. Że można przestać się bać kolejnego dnia.

Kto tu komu robi dobrze?

Rozmowa z Beatą Biały dotyka także innego obszaru. Wrażliwości, która nie zawsze spotyka się z empatią. - Zdarzają się ludzie, którzy chcą ciebie i twoją wrażliwość wykorzystać - mówi Czernecki bez złudzeń.
Opowiada o własnym mechanizmie obronnym. Stosuję wtedy tzw. metodę wagi Leszka Lichoty. - Kto tu komu robi dobrze - zawsze pytam. Bo dojrzałość emocjonalna nie polega na tym, by być otwartym wobec wszystkich. Polega na tym, by wiedzieć, komu i ile można odsłonić.
Odcinek podcastu „Mężczyzna jest człowiekiem” z Michałem Czerneckim przypomina, że emocjonalne odroczenie nie czyni straty mniej realną. Przeciwnie. Ona czeka, aż znajdzie ujście. I że męskość nie polega na tym, by nie płakać. Polega na tym, by w końcu pozwolić sobie na łzy. Nawet jeśli przychodzą późno. Nawet jeśli przychodzą siedem minut po północy.

Show more...
2 weeks ago
1 hour 24 minutes 6 seconds

Zwierciadło Podcasty
„Najtrwalsze związki to te, które wyrosły z przyjaźni”. Jak przestać traktować relacje jako wszystko albo nic? | Szkoła zaufania odc. 2

Czy na zaufanie naprawdę trzeba zasłużyć? Czy musi być nagrodą za dobre zachowanie, dowodem lojalności albo efektem testów zdanych na piątkę? W drugim odcinku podcastu Sztuka zaufania Magdalena Kuszewska rozmawia z dr Agnieszką Kozak o zaufaniu nie jako walucie w relacjach, lecz jako świadomym wyborze. Takim, który niesie ryzyko, ale bez którego nie ma bliskości. To rozmowa o lęku przed zranieniem, o kontroli ukrytej pod hasłem ostrożności oraz o tym, dlaczego dojrzałe zaufanie nie ma nic wspólnego z naiwnością.

Zaufanie nie jest nagrodą

Czy naprawdę musimy mówić: „zaufam ci, dopiero gdy się sprawdzisz”? Dr Agnieszka Kozak proponuje inne ustawienie relacji. W słowie relationship kryje się podróż — uczenie się i wybieranie siebie nawzajem, a nie zasługiwanie. Zaufanie nie jest kontraktem, który podpisujemy po spełnieniu warunków. Jest darem, który dajemy drugiej osobie bez gwarancji sukcesu, ale z intencją relacji.

Kiedy traktujemy zaufanie jak nagrodę, szybko wpadamy w tryb transakcyjny: dam ci kredyt zaufania, ale tylko jeśli mnie nie zawiedziesz. To podejście może dawać chwilowe poczucie bezpieczeństwa, lecz długofalowo buduje dystans, a nie więź.

Skąd bierze się potrzeba kontroli

Brak zaufania bardzo często nie wynika z realizmu, lecz z lęku. Doświadczenia odrzucenia, często sięgające dzieciństwa, zamykają nas w dualizmie: wszystko albo nic. Idealizacja albo wycofanie. Relacje zamiast być tworzone, zaczynają być odtwarzane według starych schematów.

Dr Kozak nazywa to wprost: brak zaufania bywa formą kontroli. Próbą zabezpieczenia się przed bólem. Tyle że kontrola nie chroni przed zranieniem — chroni jedynie przed bliskością. A bez niej relacje stają się płaskie, funkcjonalne i emocjonalnie jałowe.
Bombka pod choinką, czyli o kruchości

Dojrzałe zaufanie jest jak bombka pod choinkę — mówi dr Kozak. Piękne, delikatne i kruche. Nie można na nim zawiesić całego ciężaru relacji ani oczekiwać, że nigdy nie pęknie. Przestańmy traktować relacje w kategoriach „wszystko albo nic”.

Zaufanie jest wielowymiarowe. Możemy ufać komuś w jednej sferze, a w innej potrzebować więcej czasu. To nie jest porażka. To realizm — i ważny krok od czarno-białego myślenia ku dojrzałości.

Przyjaźń jako najgłębsza forma zaufania

Najtrwalsze związki to te, które wyrosły z przyjaźni — podkreśla dr Kozak. Przyjaźni rozumianej nie jako miły dodatek, lecz jako bycie przy czyjejś jaźni, przy tym, co najbardziej prawdziwe. To relacja, w której nie trzeba nieustannie udowadniać swojej wartości.

W takim układzie łatwiej przyjąć, że nawet najbliższa osoba czasem zachowa się krzywdząco. Nie dlatego, że chce zranić, lecz dlatego, że jest człowiekiem. Dojrzałe zaufanie nie polega na zaprzeczaniu temu faktowi, ale na gotowości do rozmowy i sprawdzania zamiast domyślania się.

Między naiwnością a dojrzałością

— Możemy iść w dojrzałe zaufanie albo w naiwność — mówi dr Kozak. — Różnica jest zasadnicza. Naiwność zakłada brak ryzyka. Dojrzałe zaufanie ryzyko uwzględnia. Wie, że zaufanie może zostać nadwyrężone, ale nie traktuje tego jako dowodu, że nigdy nie należało go dawać.

— Miłość jest ślepa, a małżeństwo to najlepszy okulista — dodaje Kozak z ironią. Z czasem widzimy więcej. I właśnie wtedy zaufanie przestaje być iluzją, a zaczyna być świadomą decyzją.

Odpuszczenie jako akt odwagi

W rozmowie pojawiają się także przykłady z życia, w których odpuszczenie kontroli przyniosło coś dobrego. Chwile, gdy zamiast czekać, aż ktoś się sprawdzi, wybieramy zaufanie tu i teraz. Nie jako gwarancję szczęścia, lecz jako warunek bliskości.

Sztuka zaufania w tym odcinku nie oferuje prostych recept. Oferuje zaproszenie do zmiany perspektywy. Zaufanie nie jest nagrodą ani kontraktem. Jest ryzykiem, które podejmujemy, bo bez niego nie ma relacji. A relacja zawsze jest podróżą bez mapy.

Show more...
2 weeks ago
49 minutes 18 seconds

Zwierciadło Podcasty
„Pracując jako wokalistka, jestem na trzech etatach co najmniej”. Zuza Baum o pieniądzach w sztuce i o tym, dlaczego śpiewanie „za obiad” psuje rynek | „Ukryte piękno”, odc. 17

– Wycenić swoją wrażliwość? To bardzo trudne, jakby stanąć nago na scenie – mówi Zuza Baum, wokalistka i ambasadorka programu VeloTalent. O pieniądzach w sztuce wciąż rozmawia się niechętnie. Jakby samo pytanie o zarabianie odbierało twórczości sens, a artystom – duszę. W najnowszym odcinku podcastu „Ukryte piękno” temat finansów zostaje jednak wyciągnięty przez prowadzącą rozmowę Annę Augustyn-Protas, na światło dzienne. Bez wstydu i bez romantycznych złudzeń. Zuza Baum oraz Maciej Płachno z VeloBanku rozmawiają wprost o tym, z czego żyją dziś artyści w Polsce, dlaczego w praktyce są jednoosobowymi firmami i czemu nowoczesna bankowość coraz lepiej rozumie świat wrażliwości. Sponsorem odcinka jest VeloBank, oferujący program grantowy dla artystów – VeloTalent.

Wycenić wrażliwość, czyli najtrudniejsza lekcja

– W szkołach muzycznych nie uczą nas, jak zarabiać pieniądze – mówi Zuza Baum. – Uczą emisji głosu, harmonii, interpretacji. Nikt nie tłumaczy, jak wystawić fakturę, jak negocjować stawki, jak odmówić grania „za obiad”.

Moment wyceny własnej pracy bywa dla artystów najbardziej obnażający. – Jakbym stanęła nago na scenie – przyznaje. I przywołuje sytuacje doskonale znane środowisku kultury: zdziwienie organizatorów, komentarze w stylu „dziesięć tysięcy za pół godziny na scenie?”, oczekiwanie, że występ będzie formą przysługi albo hobby. – Artyści nie mogą się już na takie warunki godzić, bo to zwyczajnie psuje rynek – mówi Baum.

Z czego żyją twórcy? Granty, mecenaty i wyszukiwarka

– Muzycy są przedsiębiorcami – mówi bez wahania. – Pracując na własny rachunek, jestem na trzech etatach co najmniej. Jestem twórczynią, menedżerką, księgową, promotorką i logistykiem.

To model pracy coraz powszechniejszy także poza światem kultury, ale to artyści zostali w niego wrzuceni najwcześniej – bez systemowych zabezpieczeń i stabilności. Maciej Płachno, dyrektor departamentu produktu dla klientów biznesowych w VeloBanku, podkreśla, że bankowość zaczyna dostrzegać tę specyfikę. – Bank to dziś nie tylko konto czy kredyt, ale realne wsparcie w budowaniu stabilności tam, gdzie dochody są projektowe, sezonowe i nieregularne – mówi.

Na pytanie o źródła utrzymania nie ma jednej odpowiedzi. – Trzeba wpisać w wyszukiwarkę: „szukam grantu” – mówi Zuza z uśmiechem.

VeloTalent: bank jako partner, nie mecenas z afisza

W tym kontekście program VeloTalent pojawia się jako próba zmiany perspektywy. To nie klasyczny sponsoring oparty na widoczności logo, ale model partnerski, w którym bank towarzyszy artyście w procesie – także wtedy, gdy projekt ewoluuje. – Swój plan wydania płyty zmieniałam już pięć razy i VeloBank za tym podążał. Tu nie podpisuje się cyrografu – podkreśla Zuza Baum.

Program obejmuje nie tylko granty, ale również dostęp do szkoleń z zakresu finansów, prawa i organizacji pracy. Korzysta z nich nie tylko sama artystka, lecz także jej zespół. Wiedza przestaje być dodatkiem – staje się warunkiem przetrwania w zawodzie, który wymaga elastyczności i samodzielności.

„Ukryte piękno” tego odcinka polega na czymś innym: na zdjęciu z pieniędzy tabu. Na pokazaniu ich jako narzędzia wolności, a nie jej zaprzeczenia. I na uznaniu, że bank, który rozumie artystów jako przedsiębiorców, przestaje być instytucją z innego świata. Zaczyna być jednym z elementów realnego ekosystemu kultury.

Sponsorem odcinka jest VeloBank, oferujący program grantowy dla artystów VeloTalent.

Finansowanie w formie leasingu oferowane jest przez VeloLeasing S.A., która jest spółką z grupy kapitałowej VeloBank S.A. Szczegóły oferty leasingu są dostępne na stronie www.veloleasing.pl. Decyzję o zawarciu umowy leasingu VeloLeasing S.A. poprzedza oceną zdolności do wykonywania przez klienta zobowiązań z niej wynikających. Szczegóły oferty produktowej dla klientów indywidualnych i firmowych, w tym opłaty i prowizje, dostępne na stronie velobank.pl.

Show more...
2 weeks ago
39 minutes 42 seconds

Zwierciadło Podcasty
„Lubię introwertyków”. Kogo jeszcze lubi Maciej Maleńczuk i co jest celem człowieka? | „Mężczyzna jest człowiekiem”, odc. 10

- Gdybym był człowiekiem bezdzietnym, to miałbym ze dwa wyroki na koncie - mówi Maciej Maleńczuk w drugiej części rozmowy z Beaty Biały w podcaście „Mężczyzna jest człowiekiem”. Jednak, jak mówi, to kobiety są bardziej agresywne. Nie ma już pozy ani prowokacji dla samej prowokacji. Jest zmęczenie, jest ironia, jest brutalna szczerość.


Maciej Maleńczuk mówi o córkach, starzeniu się, kobietach, agresji i śmierci. Bez autocenzury. To opowieść o mężczyźnie, który wie, że nie jest łatwy ani dla świata, ani dla siebie.


W oczach córek jestem prawicowy

Maleńczuk nie buduje legendy ojcostwa. Nie idealizuje. Mówi wprost. - Gdybym był człowiekiem bezdzietnym, miałbym dziś na koncie co najmniej dwa wyroki. Córki nauczyły mnie granic. Poza tym relacja córka-ojciec to jest czuła relacja. Nie zdarzyło mi się krzyczeć na dzieci - dodaje i podaje sytuację, która stanowiła jeden wyjątek. - W oczach córek jestem prawicowy - mówi. Jak to się u niego objawia?

Maleńczuk zawsze był osobny. - Lubię introwertyków - mówi. W ustach scenicznego prowokatora może to zaskakuje, ale jednak pasuje. Nieufny wobec zbiorowych uniesień. W rozmowie z Beatą Biały wyraźnie daje do zrozumienia, że tłum go męczy. Nadmiar emocji męczy. Moralna histeria męczy.
Introwersja jawi się tu jako forma obrony. Przed światem, który domaga się jasnych deklaracji i szybkich ocen.


Pokora, zwierzęta i „ładne panienki”

Gdy mówi, że kobiety są bardziej agresywne od mężczyzn - co wybrzmiało już w pierwszej części tej rozmowy „Potrafiłem być wierny kochance”. Maciej Maleńczuk o wojnie płci, kobiecej perfidii i starości - nie robi tego, by wywołać skandal. Raczej by zakwestionować uproszczone narracje. W jego opowieści agresja nie ma płci. Ma kontekst. Ma historię. Ma temperaturę emocjonalną.


Maleńczuk mówi o sobie, że ma dużo pokory. To zdanie mogłoby brzmieć jak żart, gdyby nie ton, w jakim pada. Pokora nie oznacza tu skromności. Raczej zgodę na własne ograniczenia. Na starzenie się. Na to, że pewnych bitew już nie warto toczyć.
- Lubię zwierzęta i ładne panienki - mówi, jakby chciał zaznaczyć, że nie zamierza się całkowicie wygładzić. Że człowiek pozostaje człowiekiem, nawet gdy bardzo by chciał być lepszą wersją siebie.
Najmocniejsze zdanie tej rozmowy pada niemal mimochodem w kontekście pytania o to, co jest celem człowieka. W tej części rozmowy Maciej Maleńczuk nie próbuje się rehabilitować ani rozliczać. Raczej porządkuje własną opowieść. Mężczyzna jest człowiekiem. Niedoskonałym. Sprzecznym. Czasem nieznośnym. Ale żywym. I świadomym końca.
Uwaga, ta rozmowa nie daje ulgi, ale daje prawdę.


Show more...
2 weeks ago
32 minutes 5 seconds

Zwierciadło Podcasty
„Potrafiłem być wierny kochance”. Maciej Maleńczuk o wojnie płci, kobiecej perfidii i starości | „Mężczyzna jest człowiekiem”, odc.9

- Perfidia i knucie to cechy damskie. I ja je w sobie też mam - gdy Maciej Maleńczuk mówi o sobie, kobietach i męskości, nie dostajemy gładkiej opowieści o dojrzewaniu. Dostajemy człowieka, który od lat idzie po omacku, czasem z gitarą, częściej z własnymi demonami. W podcaście Mężczyzna jest człowiekiem odsłania świat pełen sprzeczności. Tu męskość jest i walką, i wstydem, i dumą. Jest historią z bliznami, które wracają w najmniej oczekiwanym momencie.

Maleńczuk mówi, jak to on, bez ceregieli. Męskość to dla niego walka. Nie metafora, lecz organiczne zmaganie z sobą samym. Chłopcy płaczą, przyznaje, ale tylko wtedy gdy sytuacja rzeczywiście dociska do ściany. Nie dlatego że ktoś tak powiedział w poradniku psychologicznym. Raczej dlatego że w każdym mężczyźnie siedzi jakiś stary pies, który wytrzymuje długo, a potem nagle puszczają mu nerwy.

Męskość jako walka

W jego opowieści męskość nie ma jednego kształtu. Jest ulepiona z wątpliwości, z niechęci do sentymentalizmu, z odwagi do przyznania się że coś boli. - Starość u mnie wygląda tak, że co chwila mi się przypominają jakieś syfy z życia - rzuca mimochodem. I w tej prostocie jest cały program antyheroicznej męskości. Bez pozłoty, bez pancerza.

Wojna płci i cała reszta

Maleńczuk nie ma złudzeń. Świat kobiet i mężczyzn nie zawsze się dogaduje. - Jest wojna płci - mówi. I słychać w tym nie tyle mizoginię, ile raczej doświadczenie człowieka który wiele razy próbował ustawić swoje życie, a ono i tak ustawiał ostatecznie jego.

- Niejedna kobieta to prawdziwa piekielnica. Perfidia i knucie to cechy damskie i ja je w sobie też mam - dodaje z przekąsem i obnaża mechanizm który w nim działa. Mężczyzna nie jest z Marsa, kobieta nie jest z Wenus. Jesteśmy z jednego bałaganu psychicznego, który każdy próbuje przeżyć we własnym rytmie. - Kobiety są bardzo subiektywne - rzuca, a przecież to zdanie opisuje też jego samego. Subiektywność, emocjonalność, impulsywność nie są tu domeną jednej płci. Są elementami wspólnego ludzkiego losu.

Szołbiznes, alkohol i cena błyskotek

Maleńczuk łamie też wygodne stereotypy o uzależnieniach. - Od alkoholu nie uzależniłem się na ulicy, ale na balangach w szołbiznesie, - mówi i trafia w sedno opowieści o męskości współczesnej, która tak często udaje odporność, a w praktyce pęka właśnie tam gdzie świeci najjaśniej. Artysta ma świadomość tego, że sukces bywa śliski jak lustro w klubowej łazience, a mężczyzna w błysku fleszy może się posypać szybciej niż myśli. Gorzka, ale prawdziwa lekcja.

Związki, dzieci i klęska kochanek

Kiedy rozmowa schodzi na związki, Maleńczuk rysuje obraz brutalnie szczery. Fundamentem jego relacji zawsze było rodzicielstwo. - Jak masz dzieci to masz kilka miłości, a kochanka to jedna miłość - mówi. - Wiele kochanek nie mogło uwierzyć, że przegrywa z moją starą. Wszystkie poniosły klęskę - przyznaje. Wypowiedziane surowo, niemal reportersko, brzmi jak bilans poniesiony na własnej skórze. Jednocześnie natychmiast dorzuca, że potrafił być wierny kochance. Paradoks? Raczej kolejny ślad po życiu, które nie układa się w równą linię logiczną, tylko w sinusoidę pragnień, nudy, poczucia obowiązku i ucieczek.

Mężczyzna, który zostaje człowiekiem

W świecie Maleńczuka męskość nie jest projektem do wykonania. Jest procesem, którego nie da się zamknąć w definicji ani zamrozić w modnych pojęciach. To męskość, która się wymyka. Raz jest gniewna, raz melancholijna. Raz chroni, raz rani. Raz buduje, raz niszczy.

Może właśnie dlatego w jego opowieściach jest siła. Bo wbrew pozorom to historia o człowieku który nie udaje, że jest stabilny. Przyznaje, że pamięć dokucza, że ego szarpie, że lęk potrafi pokazać pazur. A jednak trzyma kurs. Może krzywy, może nieoczywisty, ale własny.

I tu, paradoksalnie, wracamy do tytułu podcastu. Mężczyzna jest człowiekiem, a człowiek to istota w ciągłej naprawie. Właśnie dlatego te rozmowy mają sens. W tym bałaganie jest prawda. Nie zawsze ładna, ale zawsze żywa.

 

Show more...
3 weeks ago
51 minutes 12 seconds

Zwierciadło Podcasty
„Przewalać czas na zebraniach dla 10 osób za 100 tys. to wolno". Czy w pracy liczy się tylko ego? | „zaTASKowani 2”, odc. 12

- Łatwo machnąć trzygodzinne spotkanie z 10 osobami, które kosztuje 100 tys. złotych, a organizuje je ktoś, komu nie wolno wydać 500zł - mówi Róża Szafranek, ekspertka od HR w 12. odcinku podcastu „zaTASKowani 2” i otwiera drzwi do rzeczywistości, w której firmy wypisują swoje wartości na ścianie, a technologia, która miała nas uwolnić, tylko przyspiesza wyciek energii, granic i sensu. Badania potwierdzają: Polska bije europejskie rekordy technostresu, hybryda częściej wykańcza niż pomaga, a pracownicy tkwią w wiecznym „tak, ale”, jak zauważa komiczka Karolina Norkiewicz.

„Dla każdego pracownika najważniejsze jest jego własne ego” – mówi w 12. odcinku „zaTASKowanych 2” Róża Szafranek, założycielka HR-hints. Ten odcinek to sygnał alarmowy dla wszystkich, którzy żyją w trybie always-on – nawet wtedy, gdy próbują spać. O tym rozmawiamy w nowym odcinku podcastu „zaTASKowani 2” z Różą, założycielką HR Hints, oraz Karoliną Norkiewicz, komiczką z Klubu Komediowego i współscenarzystką serialu „The Office PL”.

Techno-codzienność, czyli kiedy praca wchodzi do łóżka

Z raportu Focus on Business / Pro Progressio dotyczącego technologii w środowisku pracy wynika, że ponad 73 procent Polaków sprawdza służbową pocztę poza godzinami pracy, a 1/3 robi to kilka razy dziennie. Do tego ponad połowa badanych deklaruje narastającą inwazyjność technologii, a 1/3 twierdzi, że technologia bardzo mocno zaburza równowagę między życiem a pracą.

Brzmi znajomo? Róża Szafranek nie traci czasu na eufemizmy: „większość rzeczy w firmach jest na gębę”. W takim środowisku aplikacje przestają być narzędziami – stają się nadrzędnymi strażnikami naszej codzienności.

Badania pokazują, że model hybrydowy generuje wyższy poziom technostresu niż praca wyłącznie zdalna lub stacjonarna. Ciągłe przełączanie się między dwoma rytmami dnia, dwoma kulturami pracy, dwoma oczekiwaniami – to obciążenie nie do przecenienia.

Cham, który nie włącza kamerki

Według raportu ADP People at Work 2023/2024 pracownicy zdalni o 1/3 częściej obawiają się utraty pracy niż ci w biurze lub hybrydzie. A 1/4 z nich uważa, że są bardziej monitorowani niż pracownicy stacjonarni. W takich warunkach firmy powinny zadbać przede wszystkim o klarowną komunikację, ale często tak się nie dzieje, a pracownicy dowiadują się o błędach post factum. - Człowiek słyszy: jesteś chamem, bo trzy razy nie włączyłeś kamerki na callu. Gdzie twoja kultura osobista? Nie ma czegoś takiego jak kultura osobista. Jak wymagasz włączania kamerek na spotkaniach, to powiedz to ludziom” – mówi Szafranek i pokazuje sedno problemu: technologia nie jest stresująca sama w sobie. Stresujące są oczekiwania bez komunikacji, zasady niejasne, polecenia nieformalnie domniemane, a potem egzekwowane jak świętość.

„Tak, ale”

Raport NFON / Statista Q 2022 umieszcza Polskę w ścisłej europejskiej czołówce technostresu: 1/4 Polaków doświadcza go na co dzień, co trzeci pracownik narzeka na zatarcie granic między życiem a pracą, a 40 procent chce wyraźnego oddzielenia tych sfer – to najwyższy wynik w Europie.

A jednak firmy nadal zaklejają ściany deklaracjami. - Najgorzej, jak wartości firmy są wywieszone na ścianach, jak widzę np., że wisi„ komunikacja”, to wiem, że właśnie w tej firmie jej nie ma, a pracownicy mówią: komunikacja? Nie wiem nawet jak mój szef się nazywa, bo go już trzy razy zmienili i nie pofatygowali się mnie poinformować - tłumaczy. - Ludzie słyszą, że u nas w firmie można popełniać błędy, a następnego dnia pracownicy za błędy są zwalniani. To powoduje, że boją się podejmować ryzyko czy zgłaszać pomysły - dodaje Szafranek. - Często też w samych spotkaniach tzw. kreatywnych wcale nie chodzi o wybór najlepszego pomysłu, bo szef przychodzi z gotowym rozwiązaniem, a ty słyszysz: podoba mi się twój pomysł, ale... To „tak, ale” powoduje, że odechciewa się kreatywności - mówi Karolina Norkiewicz i proponuje alternatywę do tego komunikatu.

- Chcemy pracować z ludźmi, którzy mają małe ego, ale wysoką samoocenę - puentuje Szafranek.


Show more...
4 weeks ago
36 minutes 22 seconds

Zwierciadło Podcasty
„Wmawia się nam, że mamy znać odpowiedź na każde pytanie”. Dr Agnieszka Kozak o tym, że jedno słowo może nas zamrozić na lata | „Szkoła zaufania" odc. 1

- Lubię takie zdanie, że życie jest zawsze po naszej stronie, ale nie zawsze po naszej myśli - mówi psychoterapeutka, dr Agnieszka Kozak w premierowym odcinku nowego podcastu Zwierciadła „Szkoła zaufania". Tylko jak je wcielić w życie? Co to znaczy zaufać życiu w czasach, w których każde wahnięcie rynku, nastrojów społecznych czy własnej biografii potrafi zburzyć misternie ustawiony plan? Dlaczego samo słowo zaufanie brzmi dla wielu jak luksus, na który nie ma przestrzeni w świecie, gdzie wszystko trzeba przewidzieć i zabezpieczyć?

Pierwszy odcinek podcastu „Sztuka zaufania” otwiera rozmowę o odwadze, która nie polega na zaciskaniu zębów, lecz na umiejętności powiedzenia nie wiem i pielęgnacji w sobie ciekawości, w miejsce zamrożenia, które u wielu z nas pojawia się w wyniku zawstydzających doświadczeń.

Czym właściwie jest egzystencjalne zaufanie

Zaufanie do życia brzmi jak slogan z poradnika, który świetnie sprzedaje się w księgarniach, ale trudniej przełożyć go na codzienność. W rozmowie Magdaleny Kuszewskiej z dr. Agnieszką Kozak pojawia się pojęcie egzystencjalnego zaufania. To nie jest ufność w ludzi, instytucje czy nawet własne kompetencje. To zgoda na to, że życie ma swój rytm, logikę i dynamikę, którą możemy współtworzyć, ale której nigdy nie kontrolujemy do końca. Dr Kozak przypomina że nam się wmawia że mamy znać odpowiedź na każde pytanie, a jeśli jej nie znamy to znaczy że coś jest z nami nie tak. Tymczasem zaufanie egzystencjalne zakłada że czegoś nie wiem bo ja mam ciekawość. Niepewność nie jest więc wadą konstrukcyjną człowieka lecz warunkiem ruchu.

To wcale nie jest proste. - Przyznanie się do tego że w życie wpisana jest niewiedza to prawdziwa odwaga - mówi terapeutka. W kulturze która premiuje pewność, wiedzę, kompetencję i ciągłą gotowość do działania, zdanie mam prawo czegoś nie wiedzieć brzmi prawie jak bluźnierstwo. Ale to właśnie ono otwiera przestrzeń na relację z życiem, a nie nieustanne zarządzanie nim jak projektem o wysokiej priorytetowości.

Lęk jako hamulec i nauczyciel

Lęk przed przyszłością nie jest objawem słabości. Jest sygnałem że chcemy mieć wpływ na to co nas spotka, tylko brakuje narzędzi kontroli. Tyle że kontrola w pewnym momencie staje się więzieniem. Kozak zauważa że w pewnym momencie przestajemy eksplorować życie bo musimy mieć pewność. Zamiast smakować kolejne etapy egzystencji zaczynamy je projektować tak jakby były linią produkcyjną.

Magdalena wtrąca, że jedno słowo może nas zamrozić. W odpowiedzi dr Kozak opowiada, jak podczas lekcji śpiewu sama odkryła to zamrożenie na sobie. Bo wystarczy komunikat który budzi w nas wstyd lub strach i nagle wszystkie wewnętrzne zasoby przestają płynąć. Zaufanie nie oznacza więc braku lęku, lecz umiejętność jego odczytywania. Życie nie wymaga od nas byśmy byli niewzruszeni. Wymaga byśmy się nie zawiesili na tym co nas przestraszyło. To ruch i przepływ są dowodami że nadal jesteśmy w kontakcie ze światem.

Zapraszamy na nowy podcast „Sztuka zaufania”. To sztuka świadomej rezygnacji z iluzji, że wszystko da się zaplanować. I może właśnie w tej rezygnacji rodzi się najgłębsza forma wewnętrznego piękna. Nie efektowna, lecz prawdziwa, która sprawia, że nawet, kiedy nie wiemy dokąd zmierzamy, potrafimy pozostać w ruchu.

 

Show more...
4 weeks ago
53 minutes 32 seconds

Zwierciadło Podcasty
„Większe ryzyko raka piersi jest, gdy kobieta pije dwa kieliszki wina dziennie”. Dr Tadeusz Oleszczuk o tzw. złotej zasadzie przy HTM | „Jak zdrowie”, odc. 11

Choć 80 procent kobiet przechodzi menopauzę źle, a 20 procent bardzo źle, tylko kilka procent w Polsce decyduje się na hormonalną terapię menopauzalną. Dlaczego? W 11. odcinku podcastu Jak zdrowie Anna Augustyn-Protas rozmawia z dr. Tadeuszem Oleszczukiem – ginekologiem, który nie tylko prostuje mity narosłe wokół hormonalnej terapii zastępczej, ale też proponuje własną, „złotą” koncepcję leczenia. Mówi bez ogródek: większość zdrowych kobiet „może i powinna” korzystać z terapii. Jednak pod jednym warunkiem – że zaczniemy ją wcześnie, najlepiej do 10 lat od ostatniej miesiączki.

Menopauza to doświadczenie, które dotyka niemal wszystkich, ale o którym wciąż mówimy szeptem. Statystyki są bezlitosne. „Jeśli 80 procent kobiet przechodzi menopauzę źle, a 20 procent bardzo źle, to coś tu nie gra” – zauważa dr Oleszczuk. Uderzenia gorąca, bezsenność, mgła poznawcza, spadek energii, suchość pochwy, spadki nastroju, zmiany w metabolizmie – lista objawów jest długa i realnie obniża jakość życia, pracy, relacji.

A jednak tylko kilka procent Polek trafia na terapię, która – według obecnej wiedzy – jest najskuteczniejszym sposobem łagodzenia objawów menopauzy.

Dlaczego więc wciąż tak rzadko z niej korzystamy? Lekarz mówi wprost: lata zafałszowanych badań i medialnych sensacji zrobiły swoje.

Jak zniszczono reputację HTM

Dr Oleszczuk opowiada historię, którą środowisko medyczne wciąż musi odkręcać. W głośnych badaniach sprzed dwóch dekad wzięły udział kobiety po 60. roku życia, często z otyłością i już obciążone zdrowotnie.

„Podano im hormonalną terapię menopauzalną i wykazano wzrost ryzyka raka piersi. A potem rozciągnięto ten wynik na wszystkie kobiety – także te młodsze, zdrowe, które mogłyby z terapii skorzystać najbardziej” – tłumaczy ginekolog i jako kontrargument wskazuje porównanie: „Ryzyko raka piersi jest większe od dwóch kieliszków wina dziennie niż od prawidłowo prowadzonej terapii hormonalnej”.

Co naprawdę zwiększa ryzyko raka? W podcaście pada jeszcze jedna, istotna statystyka: 80 procent nowotworów pojawia się po 50. roku życia, kiedy organizm jest już zwyczajnie „zużyty” – jak zaznacza prowadząca.

Ryzyko rośnie nie dlatego, że kobieta przyjmuje estrogeny, lecz dlatego, że przekracza pewien próg biologiczny. To naturalne. A prawidłowo prowadzona terapia – według aktualnych badań – nie zwiększa ryzyka bardziej niż codzienne życiowe nawyki, które bagatelizujemy: alkohol, brak ruchu, przewlekły stres, zła dieta.

Złota zasada przy HTM

Dr Oleszczuk nie tylko prostuje mity, ale też przedstawia własne podejście – „złotą zasadą przy HTM”, która zakłada m.in. wczesne rozpoczęcie terapii, najlepiej w tzw. „oknie estrogenowym”. To właśnie czas ma kluczowe znaczenie. „Większość zdrowych kobiet może stosować HTM bezpiecznie, ale najlepiej zacząć do dekady od zaniku miesiączki. Wtedy działamy z organizmem, a nie pod prąd” – podkreśla lekarz.

Dlaczego mimo to kobiety czekają? Strach, dezinformacja i brak edukacji

Strach przed rakiem piersi, brak kompetencji niektórych lekarzy, tabu wokół seksualności dojrzałych kobiet, brak edukacji w podstawowej opiece zdrowotnej – to wszystko składa się na niechęć wobec HTM.

„Tymczasem badania potwierdziły skuteczność pięcioletniej terapii. A najtrudniejsze w menopauzie są pierwsze 2 do 6 lat. To właśnie ten czas, w którym najbardziej potrzebujemy wsparcia” – przypomina dr Oleszczuk.

Testosteron też jest kobietą: libido, werwa, poczucie sprawczości
Jednym z ciekawych wątków rozmowy jest suplementacja testosteronu, którą dr Oleszczuk stosuje u części pacjentek.

Efekty? „Poprawia się libido, ale też wraca werwa – energia do działania, chęć realizowania planów, radość” – mówi.

Ten temat w Polsce wciąż bywa traktowany jak kontrowersja, choć w dużej części krajów Europy Zachodniej to standard elementu terapii.


Show more...
1 month ago
45 minutes 53 seconds

Zwierciadło Podcasty
„Śpiewałyśmy to tak, jakbyśmy miały pistolet przy głowie”. Gwiazdy spektaklu „Aniołki Mussoliniego” o tym, że sprawczość jest na depresyjne czasy | „Kultura i inne przyjemności”

Dymy między nami były straszne. Jak było źle, zamawiałyśmy pierogi ze szpinakiem - mówią Ewa Prus, Katarzyna Zielińska i Barbara Kurdej-Szatan o nowym spektaklu Teatru ROMA „Aniołki Mussoliniego". To musical o kobietach, które próbują ocalić siebie, swoją sztukę i godność w czasach grozy. Zofia Fabjanowska rozmawia z aktorkami, które wcielają się w bohaterki balansujące między strachem a sceną. A także o tym, dlaczego śmiech jest formą oporu, pasja ratunkiem, a najsilniej ratują nas… inne kobiety.

Kobiety na scenie, kobiety w historii

Aniołki Mussoliniego to spektakl, który nie ucieka od trudnych tematów. Muzyka, kabaretowe sznyty i rozmach musicalu spotykają się tu z cieniem faszyzmu, strachem i walką o przetrwanie. 
Barbara Kurdej-Szatan przyznaje, że w historii tych postaci jest coś poruszającego i przewrotnego.Żydówki w czasach hitleryzmu zrobiły karierę – mówi. – Paradoks tamtego świata polegał na tym, że talent bywał przepustką do chwilowego bezpieczeństwa. Ale cena za to bywała potworna. 
To właśnie napięcie między występem a zagrożeniem stało się

kluczem do spektaklu. Aktorki opowiadają, że wielokrotnie grały i śpiewały tak, jakbyśmy miały pistolet przy głowie. Nie jako metafora. Jako emocja, która naprawdę wchodzi w ciało.

Pasja jako broń przetrwania

W centrum tej opowieści stoją kobiety. Ich trudne relacje, ich ambicje, ich kruchość i siła.Kasia: dziewczyny przetrwały dzięki pasji – mówi Katarzyna Zielińska, podkreślając, że w opowiadanej historii nie ma taniego heroizmu. Jest za to determinacja, gniew i energia, która chwilami bardziej przypomina desperację. 
Kasia: sprawczość jest na depresyjne czasy – dodaje. – To brzmi brutalnie, ale jest w tym prawda. Działanie czasem ratuje, zanim przyjdzie refleksja. 
Ewa Prus przyznaje, że praca nad postacią była intensywna emocjonalnie.Kaśka mnie wyciągnęła za fraki – mówi, śmiejąc się z czułością. – Gdy dopadała mnie niemoc, gdy czułam, że ta historia jest za ciężka, zobaczyłam, jak koleżanki niosą mnie dalej. 
Kurdej-Szatan podkreśla jeszcze jeden aspekt: teatr jest terapią. – Muzyka, śpiew, wspólna praca nad czymś, co ma sens… to oczyszcza. Nawet jeśli opowiadamy o mroku, robimy to, żeby dać widzom światło.W cieniu faszyzmu, w blasku sceny 
Choć spektakl osadzony jest w latach trzydziestych, Aniołki Mussoliniego nie są kostiumowym muzeum. Rezonują tu współczesne emocje – strach, presja, ambicje, konflikty w zespole.Dymy między nami były straszne – mówi Zielińska. – Ale właśnie dlatego ta opowieść jest prawdziwa. Kobiety nie są aniołami. Są złożone, wybuchowe, pełne sprzeczności. I dlatego publiczność tak mocno się z nimi identyfikuje. 
Kurdej-Szatan dodaje, że w tych rolach najtrudniejsze nie były sceny dramatyczne, lecz te, w których bohaterki udają beztroskę. – Bo to historia o tym, jak gra się radość, kiedy w środku wszystko pęka. O sile teatru, który pozwala udawać, żeby przeżyć.

Pierogi, przyjaźń i mikroterapie

Choć praca nad spektaklem była obciążająca, przetrwanie prób nie obyło się bez drobnych rytuałów.Jak było źle, zamawiałyśmy pierogi ze szpinakiem – wspomina Zielińska. – To był nasz mały reset, nasze 10 minut oddechu od świata, który wchodził nam pod skórę. 
Ta codzienność – pierogi, wygłupy, podtrzymywanie siebie nawzajem – stała się przeciwwagą dla historii, która potrafiła przeciążyć psychikę.


Show more...
1 month ago
52 minutes 38 seconds

Zwierciadło Podcasty
„Pokręcenie to jest moje paliwo”. Dlaczego Mariusz Bonaszewski nie chce się przeglądać w przeszłości? | „Mężczyzna jest człowiekiem”, odc. 8

- Skończyłem 60 lat i jestem zmęczony, sobą też - mówi Mariusz Bonaszewski w 8. odcinku podcastu „Mężczyzna jest człowiekiem” z Beatą Biały. Czy mężczyzna wciąż musi być silny, czy wreszcie może być prawdziwy? Słuchamy mężczyzny, który nie udaje. Mariusz Bonaszewski, aktor o potężnej scenicznej charyzmie, prywatnie mówi o kruchości, zmęczeniu, wojnie i samotności. O tym, co zostaje, gdy odpadną wszystkie role.

W nowym odcinku podcastu „Mężczyzna jest człowiekiem” Beata Biały rozmawia z Mariuszem Bonaszewskim o lęku, starzeniu się, samotności, kształtowaniu emocji i o tym, że męskość XXI wieku przypomina czasem dom po remoncie, w którym nikt nie miał siły posprzątać. Aktor mówi o śniącej mu się wojnie, o pokręceniu, które jest jego paliwem, o zmęczeniu sobą i o tym, dlaczego nie chce przeglądać się w znajomych z liceum. Historia mężczyzny, który zamiast „być twardy” — jest prawdziwy.

„Niektóre wspomnienia mam fatalne”
Żyjemy w świecie męskich masek - siły, niezawodności, przewidywalności i waleczności. Bonaszewski mówi: nie, dziękuję. Jego energia płynie z niepokoju, z krzywizn, z niedopasowania. - Pokręcenie to jest moje paliwo. Zawsze byłem nadwrażliwy - przyznaje.

Jak ta jego emocjonalność się objawia? - To było widać już w szkole. Zdarzało mi się uciekać i nie chodzić miesiącami na lekcje - zdradza. Mimo że miał fajnych kolegów, to ogólny klimat tej instytucji i zachowania nauczycieli, których był świadkiem, powodowały, że nie mógł się zmusić do uczestnictwa. - Niektóre wspomnienia mam z tego okresu fatalne - wyznaje. Może dlatego nie lubi przeglądać się w przeszłości? - Nie wyobrażam sobie, żeby pojechać na zjazd absolwentów. Co miałoby mi to dać? - pyta znając odpowiedź. Nie chodzi o snobizm, lecz o intuicyjne odcinanie się od dawnych wersji siebie. Od ludzi, z którymi łączyło nas coś, co dziś już nie istnieje — może poza wspomnieniem, które czasem lepiej zostawić w spokoju.

Narzekanie jako język pokoleniowy

W rozmowie pojawia się także wątek rodzinnego dziedzictwa emocjonalnego. „Narzekanie jest przyjemne. A jak się dorasta w tym od dzieciństwa, to trudno się tego pozbyć” – mówi.

Wygląda to na mikroportret całego pokolenia. W Polsce mężczyźni często nie mają dostępu do języka emocji, ale mają dostęp do języka narzekania. To ich kod kulturowy. Narzekanie jest bezpieczne: nie odsłania słabości, nie prosi o pomoc, jest społeczne, oswojone, wręcz rytualne.

W epoce self-care, w której samotność próbuje się sprzedawać jako luksusowy produkt - weekendy offline, domy w lesie, reset w górach - Mariusz przyznaje to, co wielu mężczyzn skrzętnie ukrywa. „Nie mógłbym być sam.” Niechęć do samotności bywa traktowana jako słabość. Może nowoczesny mężczyzna wcale nie ma być samowystarczalny. Może ma być z kimś, i to nie z przymusu, lecz z potrzeby.

Kiedy śni się wojna
Bona­szewski nie ukrywa, że jego wyobraźnia pracuje jak sejsmograf współczesnych lęków. „Śni mi się wojna” – przyznaje. I dopowiada, że „lęk polega na tym, że jesteśmy w przededniu”, żyjąc w czasach, w których napięcie społeczne zaczęło przypominać cichy alarm.

Wszystkie te wątki układają się w portret człowieka, który doszedł do wieku bilansu. „Skończyłem 60 lat i jestem zmęczony, sobą też” – mówi. Nie w tonie rezygnacji, lecz dojrzałej trzeźwości. Zmęczenie nie musi oznaczać kapitulacji, może być też początkiem nowej szczerości.

„Mężczyzna jest człowiekiem” to rozmowa, w której maski spadają bez huku. Zostaje człowiek: wrażliwy, niepewny, czasem lękliwy, ale przede wszystkim prawdziwy.

Show more...
1 month ago
1 hour 7 minutes 33 seconds

Zwierciadło Podcasty
„Jak zatrudniam ludzi, to mam test na jabłko”. O flakingu i nowej kulturze rekrutacji | „zaTASKowani 2”, odc. 11

- Mamy do czynienia ze zjawiskiem flakingu, tzn. ludzie nie przychodzą na rekrutacje i brakiem szacunku ze strony kandydatów. Osoba w ostatniej chwili nie przychodzi na spotkanie - mówi ekspertka od komunikacji, Hanna Dymek-Jara w podcaście „zaTASKowani 2”. - A ja się wcale nie dziwię, przyszła koza do woza, to reakcja na lata nadużyć ze strony rekruterów - odpowiada Dorota Peretiatkowicz. W 11. odcinku rozmawiamy o kulturze pracy, która zmieniła się szybciej, niż firmy zdążyły przepisać regulaminy.

Ubieraj się do pracy, którą chcesz mieć, a nie tej, którą masz. Tym klasykiem rekruterów z Doliny Krzemowej zaczynamy rozmowę o kulturze spotkań w pracy m.in. także tych rekrutacyjnych z Hanną Dymek-Jarą, ekspertką w branży PR i komunikacji kryzysowej, założycielką firmy Questia oraz Dorotą Peretiatkowicz, połową duetu Socjolożki.pl.

Między chaosem a komunizmem korporacyjnym

Dziś rozmowy o pracę przypominają psychologiczną grę terenową. Wątpliwe rytuały, zagadki rodem z motywacyjnych memów i pytania, których sensu nikt już nie pamięta. - Np. co chcesz robić za 5 lat – nie powinno padać. Dziś 5 lat jest niewyobrażalne. Ja nawet nie wiem, co się jutro wydarzy - zauważa Hanna Dymek-Jara.
Rynek pracy rzeczywiście zmienia się jak aplikacje w telefonie: co kwartał aktualizacja, co rok przełom. W takim kontekście pytanie o przyszłość za pół dekady brzmi jak relikt analogowego świata. - Kiedy patrzę na rekrutacje, to bardzo dużo jest o tym, jak się ubrać, czy patrzeć w oczy, co mówić, żeby organizacje oszukać. Przestańmy udawać - dorzuca Dorota. I dodaje: „Nie czarujmy się, że jesteśmy równi. To taki komunizm korporacyjny.”
Bo niby wszyscy wiemy, że hierarchie istnieją, ale branża HR lubi udawać, że wszyscy siedzimy przy jednym stole. Najlepiej okrągłym.

Flaking jako nowy bunt

Hanna zaczyna od tego, co dziś najbardziej denerwuje rekruterów: flakingu. Kandydaci, którzy nie przychodzą na umówione spotkania, potrafią zniknąć 5 minut przed godziną zero. - To brak szacunku z ich strony - mówi Hanna z perspektywy osoby, która widziała już wszystkie odmiany chaosu rekrutacyjnego. - A ja się wcale nie dziwię. Przyszła koza do woza. To reakcja na lata nadużyć ze strony rekruterów i braku feedbacku. To był całkowicie bezkarny proceder - odpowiada Dorota.
Po latach jednostronnej przewagi rekruterów rynek się odwrócił. To, co kiedyś było normą („odezwiemy się”), dziś wraca jak karma. Czy to eleganckie? Nie. Czy zrozumiałe? Bardzo. Potwierdzają to dane: w badaniach Polskiego Instytutu HR aż 65% kandydatów rezygnuje z pracy po pierwszym kontakcie z osobą rekrutującą, jeśli ta jest „niesympatyczna”.
W świecie, w którym — jak mówił Steve Jobs — „prawdziwi artyści dowożą”, kandydaci najwyraźniej uznali, że dowozić powinni też rekruterzy.

Test na jabłko i japonki w biurze

Dorota od kiedy prowadzi firmę sama zatrudnia i stosuje swoje niekonwencjonalne metody. - Jak rekrutuję ludzi, to mam test na jabłko -mówi. Co to za test? O tym w podcaście — ale sedno jest jedno: podejść do ludzi „jak do ludzi”. Z kolei Hanna, opierając się na danych z badań, dodaje: „Największe tzw. no-go? Japonki w biurze”.
Czy naprawdę XXI wiek z całym swoim luzem nie uniósł gumowych klapek? Najwyraźniej. I to nawet wtedy, gdy większość firmy spotyka się już tylko do połowy na Zoomie.

Dorota podsumowuje to najtrafniej: „Kultura to coś, co chroni nas przed nieprzewidywalnymi zachowaniami innych ludzi. Ale musi ewoluować” - wyjaśnia Dorota. - Nie mówmy, że relacje w pracy mają nas budować. One mają nas nie niszczyć. A to zupełnie co innego - wyjaśnia.

Dziś ewoluuje szybciej niż dress code’y. Po pandemii nie tylko praca zdalna wywróciła stół. Wywrócił się cały sposób komunikacji.
Jak pokazują liczby: 78% zetek woli czat niż maila czy telefon, z kolei 40% zetek woli już pracować z AI niż z człowiekiem (za Deloitte Gen Z and Millennial Survey, 2023).

Co to dziś znaczy „zachować się profesjonalnie”? 


Show more...
1 month ago
46 minutes 41 seconds

Zwierciadło Podcasty
„Cisza jest krępująca dla wielu ludzi”. Czy bliskość jest dziś luksusem i na czym polega ćwiczenie 10 minut dziennie? | „Rób to bez presji”, s. 2, odc. 7

Czy w świecie nieustannego tempa, planów i oczekiwań potrafimy jeszcze być naprawdę blisko – ze sobą i z drugim człowiekiem? W nowym odcinku podcastu „Rób to bez presji” Magdalena Kuszewska rozmawia z seksuologami Michałem Sawickim i Michałem Tęczą o tym, czym dziś jest bliskość, dlaczego staje się luksusem i jak odzyskać jej naturalny rytm. To rozmowa o ciszy, dotyku, ciele i emocjach – o tym, że prawdziwa intymność nie potrzebuje pośpiechu, ale autentycznego ciepła. Sponsorem odcinka jest marka Durex oferująca prezerwatywę Perfect Feel.

„Cisza jest krępująca dla wielu ludzi” – zauważa seksuolog Michał Tęcza w rozmowie z Magdaleną Kuszewską. „A przecież to dobry test na bliskość – jeśli potrafię z tobą milczeć, znaczy, że naprawdę czuję się przy tobie swobodnie” – odpowiada prowadząca. Właśnie od tej refleksji zaczyna się odcinek podcastu „Rób to bez presji”, który – zgodnie z przesłaniem marki Durex – zachęca, by bliskość, przyjemność i relację przeżywać bez pośpiechu, lęku czy napięcia.


W świecie, w którym wszystko trzeba robić „szybciej, lepiej, bardziej”, rozmowa o intymności staje się rozmową o wolności. O byciu tu i teraz, o umiejętności bycia z kimś nie dlatego, że trzeba, ale dlatego, że się chce. Kuszewska pyta: czy bliskość i presja mogą iść w parze? Czy da się kochać bez oczekiwań i porównań? A może bliskość, jak mówi Michał Tęcza, „jest dziś luksusem, bo wymaga czasu, spokoju i uważności”?

Bliskość bez pośpiechu

Punktem wyjścia tej rozmowy jest tempo codzienności, które wkrada się nawet do sypialni. „Wszyscy chcą być najlepszą wersją siebie, także w łóżku” – mówi Michał Sawicki. – „W moim gabinecie niemal każdy klient mówi: chcę być lepszy, bardziej pożądany, bardziej seksowny. Ale często za tym stoi lęk, że jeśli nie będę idealny, to nie będę wystarczający”. Kuszewska dodaje: „Mamy presję na wszystko – na bliskość, na karierę, na rozwój, na szczęście. Jakby każda sfera życia musiała być dopięta na ostatni guzik”.

Podróże, które zbliżają

W drugiej części rozmowy pojawia się motyw podróży. To one – zdaniem Michała Sawickiego – często przywracają parom naturalny rytm, intymność i radość. „Pary, które przez cały rok nie mają czasu na seks, na wyjeździe potrafią się nagle na nowo odnaleźć. Bo znikają kalendarze, znikają telefony, a zostaje tylko oni i przestrzeń między nimi”.
Jak zauważa Kuszewska, podróże są metaforą bliskości – zmiana miejsca pomaga wyjść z rutyny, odłączyć się od obowiązków i na chwilę wrócić do siebie. Słońce, zapach, nowe bodźce – to wszystko otwiera zmysły, ale też emocje. Dla Durex to również symboliczny moment: Perfect Feel to prezerwatywa, która – dzięki ultracienkiemu, nitrylowemu materiałowi BodyFeel™ – znosi fizyczną barierę między ciałami. „Chodzi o to, by poczuć, że nic nas nie dzieli” – mówi Sawicki. „Technologia ma nam pomóc się zbliżyć, a nie oddzielać”.

Ciepło, które łączy

Magda Kuszewska prowadzi dyskusję w stronę dotyku – tego prostego, a jednak coraz rzadziej doświadczanego języka emocji. „Dotyk to pierwszy sposób, w jaki okazujemy czułość i bezpieczeństwo” – tłumaczy Michał Tęcza. – „Ale w dorosłym życiu często o tym zapominamy. Zastępujemy go słowami, obowiązkami, planami. A tymczasem wystarczy bliskość, spojrzenie, ciepło dłoni”.

Intymność w rytmie slow

„Zwolnij” – to jedno z najważniejszych przesłań tego odcinka. Kuszewska i jej goście mówią o tym, jak rytuały slow – wspólne kąpiele, gotowanie, spacery po lesie, bycie razem w ciszy – stają się dziś luksusem. „Dla wielu osób cisza jest krępująca” – zauważa Tęcza. – „A przecież to właśnie ona pokazuje, ile jest między nami prawdziwej bliskości”.

To także wspólny język kampanii „Podróż w ciepło” – współpracy Durex i platformy Slowhop, która zachęca do odnalezienia spokoju, natury i bliskości w rytmie slow. Bo relacja, podobnie jak podróż, nie kończy się po powrocie. To codzienna decyzja – by być, słuchać, czuć i nie gonić.

Sponsorem odcinka jest marka Durex oferująca prezerwatywę Perfect Feel.


Show more...
1 month ago
52 minutes 22 seconds

Zwierciadło Podcasty
„Mówi się, że policjanci to wyuczeni psychopaci, ale to inaczej wygląda”. Katarzyna Wolwowicz o czytelnikach kryminałów i poprawności politycznej | „Rzecz gustu”, odc. 4

- Nie jestem fanką poprawności politycznej i tego całego skupienia na sobie - mówi autorka kryminałów, Katarzyna Wolwowicz w podcaście „Rzecz gustu”. Co napędza wyobraźnię tej pisarki i psycholożki, która pracowała przez lata ze służbami mundurowymi? Dlaczego las działa jak naturalny detoks, a poranne pisanie i wypowiadanie pomysłów na głos staje się rytuałem twórczej klarowności?

W podcaście „Rzecz gustu” magazynu Zwierciadło Magdalena Kuszewska rozmawia z Katarzyną Wolwowicz – autorką serii kryminalnej o Oldze Balickiej (Niewinne ofiary, Fałszywe tropy, Toksyczne układy, Bursa) oraz thrillera W otchłani – o emocjach, które prowadzą fabułę, o pracy z policjantami oraz o tym, dlaczego nie wierzy w poprawność polityczną. To rozmowa o pisaniu, które dojrzewa razem z człowiekiem.

„Czuję emocje ludzi, którzy nie istnieją”

Katarzyna Wolwowicz, pisarka i psycholożka kliniczna, nie ukrywa, że emocje są jej głównym paliwem twórczym. „Bardzo często czuję emocje ludzi, którzy nie istnieją” – mówi. I dodaje: „Mnie one zawsze inspirują. Pewnie wychodzi natura psychologiczna”.

To podejście sprawia, że jej bohaterowie stają się trójwymiarowi – są zbudowani nie tylko z akcji, lecz przede wszystkim z przeżyć. W jej powieściach napięcie rośnie nie tylko przez śledztwo, ale przez wewnętrzne zmagania postaci.

Poranek i myśli, które nie mogą uciec

Pisarką stała się, jak mówi: „późno, przed czterdziestką, kiedy do tego dojrzałam”. Jednak niezwykle płodną (ponad 20 książek na koncie), pewnie dlatego, że ma ustalony rytm pracy. „Lepiej mi się pisze rano i muszę wypowiadać moje myśli na głos, wtedy nie zapominam pomysłów”.

Mówi je do siebie, jakby testowała brzmienie scen i dialogów. To rodzaj autorskiego „głośnego pamiętnika”, który pozwala jej projektować rozdziały tak, jakby już istniały w realnej przestrzeni.

Ten proces – jak zaznacza – jest kruchy. Wymaga spokoju, przestrzeni i… odpowiedniego pejzażu. „Niektórzy boją się lasu, a mnie on uspokaja. To mój detoks” – dodaje.

Wolwowicz opowiada, że nie potrafi pisać, jeśli codzienność staje się za głośna, za szybka, zbyt wymagająca. Las – dosłownie – przywraca jej równowagę i pomaga „zresetować emocjonalne akumulatory”.

„Policjanci to nie psychopaci”. Prawda zza kulis

Przez lata Wolnowicz pracowała z policjantami, najpierw jako psychoterapeutka, a teraz w ramach konsultacji przy książkach. I jak mówi: mierzy się z największym stereotypem dotyczącym tej grupy zawodowej.
„Mówi się, że policjanci to wyuczeni psychopaci, ale rzeczywistość inaczej wygląda” – zaznacza.
„A jak z nimi pracowałam, to zauważyłam, że mają mnóstwo empatii i ogrom emocji, ale emocje ukrywają w środku”.

Ta obserwacja sprawiła, że jej literacki świat nie jest czarno-biały. Policjanci Wolwowicz to ludzie, którzy targają w sobie ciężar, często zbyt duży, by go wypowiedzieć.

A sama autorka?
„W życiu prywatnym często płaczę” – przyznaje.
To również część jej wrażliwości, której nie traktuje jako słabości. Raczej jako narzędzia do głębszego rozumienia świata.

Czytelnicy kryminałów chcą… tego samego?
Rynek kryminału jest ogromny, ale – jak zauważa Wolwowicz – paradoksalnie przewidywalny.
„Bardzo wielu czytelników kryminałów chce ciągle to samo” – mówi. Chodzi o pewien rytm, znany układ, krąg oczekiwań, które sprawiają, że powieść staje się „bezpieczną podróżą”, nawet jeśli pełną trupów i tajemnic. Wyzwaniem pisarza jest tchnąć świeżość w gatunek, który ma swoje ustalone szyny. Jednak pisarka się temu nie poddaje i nie kryje też swojego sceptycyzmu wobec współczesnej kultury nadmiernej ostrożności:

„Nie jestem fanką poprawności politycznej i tego całego skupienia na sobie”.

Show more...
1 month ago
59 minutes 11 seconds

Zwierciadło Podcasty
„Jak nie masz poczucia humoru, będziesz gorszym rodzicem”. Dr Ewa Woydyłło o strategiach przetrwania | „Kultura i inne przyjemności”

- Problemem jest to, że ludzie nie chcą albo nie umieją wyjść z roli, a przecież w życiu każdy z nas ma kilka twarzy - mówi dr Ewa Woydyłło w podcaście „Kultura i inne przyjemności". Inspiracją do rozmowy jest film „Bird”. Dlaczego tak ważne w życiu jest poczucie humoru i jakie pytanie, słynna psycholożka uważa za niepotrzebne?

„Bird”, film właśnie trafił na VOD – jest to jedna z tych opowieści, które zostają w nas na długo. Dziewczyńska, czuła, podnosząca na duchu, a jednocześnie bardzo prawdziwa. To obraz o siostrzeństwie, dojrzewaniu do własnego głosu i o tym, że strategie przetrwania nie muszą rządzić naszym życiem. Z tej okazji Zofia Fabjanowska zaprosiła do rozmowy dr Ewę Woydyłło, terapeutkę i psycholożkę, by porozmawiać nie tylko o samym filmie, ale i o mechanizmach, które rządzą naszym życiem: strategiach przetrwania, umiejętności bycia sobą, elastyczności psychicznej i o poczuciu humoru, które bywa ratunkiem, ale czasem i pułapką.
To rozmowa o cichych zwycięstwach i o tym, jak bardzo potrzebujemy siebie nawzajem, zwłaszcza w momentach, w których świat zdaje się odbierać nam głos. Dr Ewa Woydyłło podkreśla, że filmy, takie jak „Bird”, mają ogromną siłę terapeutyczną: pomagają złapać oddech, nazwać emocje, a czasem – zobaczyć własną historię w zupełnie nowej perspektywie.

Fight, flight, freeze – nasze nieświadome strategie życia

W rozmowie pada wątek, który dr Woydyłło porusza od lat: automatyczne reakcje typu fight, flight, freeze (walcz, uciekaj, zamarznij - od red.), jakie uruchamiają się w sytuacjach stresu i zagrożenia. To nie są modne etykietki, lecz realne strategie przetrwania, które – jak zauważa – potrafią kierować naszym życiem, nawet jeśli ich sobie nie uświadamiamy. W „Bird” widać je wyraźnie: bohaterowie, w tym główna nastoletnia bohaterka, walczą, uciekają lub zamierają emocjonalnie, zanim nauczą się mówić własnym głosem.

Dla Woydyłło to ważny trop: film staje się lustrem pokazującym, że czasem potrzebujemy nie siły, ale…„świadomości”, by zareagować inaczej niż zawsze.

Elastyczność psychiczna: antidotum na „zafiksowanie”

W podcaście pojawia się temat, który świetnie rezonuje ze współczesnością to tzw. fleksyjność, zdolność dopasowania się do sytuacji, zmiany scenariusza, odkrywania, że nie musimy całe życie grać jednej roli.
„Brak elastyczności sprawia, że się fiksujemy – na przekonaniach, lękach, maskach, jakie sobie stworzyliśmy” – tłumaczy dr Woydyłło.
Co to właściwie znaczy – być sobą, gdy świat domaga się od nas tyle ról, póz i strategii? Dr Woydyłło podkreśla, że w kulturze nadmiaru komunikat o „byciu sobą” bywa pusty. W praktyce wymaga odwagi, rezygnacji ze społecznych kostiumów i przyznania się do własnych emocji.
To właśnie robi „Bird”: przypomina, że najważniejsze przemiany dzieją się w ciszy, w środku. Czasem dopiero po latach pozwalamy sobie być autentyczni – wobec bliskich, ale przede wszystkim wobec siebie.

Poczucie humoru jako tarcza – ale uwaga na pułapki

Dystans do siebie i świata często ratuje nam życie – emocjonalnie i społecznie. - Poczucie humoru jest niezbędne do zdrowego i dobrego życia. - Jeśli nie masz poczucia humoru, będziesz gorszym rodzicem, ale także uczniem, pracownikiem, partnerem - potwierdza ekspertka.

Show more...
1 month ago
36 minutes 51 seconds

Zwierciadło Podcasty
„Terapia dała poczucie wolności. Pewnych rzeczy nie zobaczyłbym nigdy”. Przemysław Bluszcz o przemocy, jakiej doświadczył od patriarchatu | „Mężczyzna jest człowiekiem”, odc. 7

- Na terapię poszedłem, bo był kryzys w związku - mówi Przemysław Bluszcz w 10. odcinku podcastu „Mężczyzna jest człowiekiem”. Czy współczesny mężczyzna musi nieustannie udowadniać swoją siłę? Aktor o niezwykłej wrażliwości, w rozmowie z Beatą Biały pokazuje zupełnie inną drogę – spokojniejszą, głębszą i bardziej autentyczną. Mówi o terapii, relacjach, płaczu, patriarchacie i o tym, że męskość nie jest walką, lecz zgodą na siebie.

Mężczyzna, który czuje. Przemysław Bluszcz o męskości, która nie boi się łagodności. Ten odcinek podcastu „Mężczyzna jest człowiekiem” to podróż przez intymne doświadczenia aktora, który z niezwykłą otwartością opowiada, jak buduje swoje życie na uważności i miękkości, a nie na twardych zbrojach. Zamiast deklaracji o sile i dominacji słuchamy opowieści o relacjach, terapii, wrażliwości i niezwykłej odwadze, jaką jest spojrzenie w głąb siebie.

„Żyjemy przede wszystkim, żeby być w relacji”

Już na początku rozmowy Bluszcz zaskakuje metaforą, która spina cały odcinek: „Droga krzyżowa jest metaforą ludzkiego życia” – mówi. To nie obraz cierpienia, ale wędrówki, w której każdy niesie swój własny ciężar i uczy się go rozumieć. A zrozumienie jest możliwe tylko wtedy, gdy dopuszczamy drugiego człowieka naprawdę blisko. „Żyjemy przede wszystkim, żeby być w relacji” – podkreśla aktor, pokazując, jak bardzo potrzebujemy siebie nawzajem.

W szczerej rozmowie wraca też do własnych doświadczeń dorastania. „Z rodzicami nie rozmawiało się o ważnych rzeczach” – wspomina. Brak języka emocji i tabu wokół uczuć odcisnęły ślad na wielu pokoleniach mężczyzn. On sam długo nosił w sobie konsekwencje zasłyszanych w dzieciństwie haseł: „Chłopaki nie płaczą”. Przyznaje: „Przez wiele lat nie potrafiłem płakać”.

„Wiele razy doświadczyłem patriarchalnej przemocy”

O tym, jak bardzo męskość wymaga dziś realnej zmiany, mówi również w kontekście doświadczeń patriarchalnej kultury, które – jak zaznacza – nosi w sobie każdy z nas: „Wiele razy doświadczyłem patriarchalnej przemocy”. I właśnie dlatego tak ważna była dla niego wsparcie z zewnątrz, do którego nakłoniła go ówczesna żona. „Na terapię poszedłem, bo był kryzys w związku” – mówi otwarcie. To nie była słabość, ale decyzja o odpowiedzialności, o próbie ratowania siebie i relacji.

Dziś o terapii opowiada z ogromną wdzięcznością. „Terapia dała poczucie wolności – poznanie siebie, poznanie swoich granic. Pewnych rzeczy bez oka z zewnątrz nie zobaczyłbym nigdy. Każdy z nas obraca się we własnych mechanizmach” – mówi. To zdanie może wybrzmieć jak wezwanie dla wielu mężczyzn, którzy wciąż boją się zajrzeć pod powierzchnię.

Aktor zauważa też absurd codziennych, wyuczonych zachowań. Choćby tego, jak często używamy słowa „przepraszam”: „Mam problem, że często mówi się <przepraszam> bezrefleksyjnie” – dodaje.

„Życie bywa gorzkie, ale bywa też słodkie”

W rozmowie nie brakuje również lekkości. Bluszcz z przymrużeniem oka mówi o tym, że lubi stwierdzenie: „Życie bywa gorzkie, ale bywa też słodkie” – bo to w równowadze między trudnym a pięknym rodzi się codzienna dojrzałość.

Najważniejsza myśl odcinka pada jednak w kontekście współczesnych rozmów o męskości:
„Męskość to nie walka, a zgoda. Bo przy walce zawsze są ofiary.”
To zdanie wybrzmiewa jak manifest – spokojny, miękki, dojrzały. I niezwykle potrzebny.

Ten odcinek to zaproszenie, aby spojrzeć na męskość nie jak na projekt do zrealizowania, lecz jak na relację – z sobą, z drugim człowiekiem, ze światem. A przede wszystkim: jako na człowieczeństwo.

Jeśli chcesz posłuchać rozmowy o dorastaniu do siebie, o emocjach, które wreszcie mogą być wypowiedziane, o przełamywaniu patriarchalnego ciężaru i o łagodności, która wcale nie osłabia – wręcz przeciwnie, daje siłę – ten odcinek jest dla Ciebie.

 

Show more...
1 month ago
58 minutes 25 seconds

Zwierciadło Podcasty
„Opłaca nam się jeść białko”. Anna Kopańczyk o zdrowej relacji z cukrem i diecie na dłuższe życie | „Jak zdrowie”, odc. 10

- Jest taka maksyma: nie przytyłaś dziś, nie schudniesz jutro - mówi dietetyczka, Anna Kopańczyk w podcaście „Jak zdrowie". Co to znaczy, że nasze okno żywieniowe trwa między 40. a 60. rokiem życia? Jakie produkty szkodzą nam najbardziej, a które pomagają się zdrowo starzeć? Magdalena Kuszewska zaprasza na rozmowę z autorką książki „Menopauza. Instrukcja obsługi".

Dlaczego po czterdziestce nasze talerze powinny wyglądać inaczej? Jak jeść, by żyć dłużej, lepiej i z większą energią – także w okresie okołomenopauzalnym? W podcaście „Jak zdrowie” magazynu Zwierciadło Magdalena Kuszewska rozmawia z Anną Kopańczyk, dietetyczką i autorką książki „Menopauza. Instrukcja obsługi”, o tym, że zdrowe starzenie się nie zaczyna się w gabinecie lekarskim, ale… w kuchni i w codziennych, drobnych wyborach.

Nie chodzi o uniknięcie objawów menopauzy

„Okno żywieniowe jest między 40. a 60. rokiem życia” – zaznacza Anna Kopańczyk. To czas, w którym dieta może realnie spowolnić proces starzenia się i wzmocnić organizm na kolejne dekady. Wbrew obiegowym opiniom nie chodzi o uniknięcie objawów menopauzy. „Nie chodzi o to, żeby uniknąć objawów menopauzy. Chodzi o to, by wejść w ten okres z zasobami – odżywionym ciałem i spokojną głową”.
To właśnie wtedy u kobiet pojawia się największa wrażliwość na wahania cukru, niedobory białka czy błonnika. A jednak Kopańczyk podkreśla: to nie czas restrykcji, lecz mądrych zmian.

„Snacki treningowe to 10 przysiadów”

W rozmowie pada zdanie, które mogłoby stać się mottem każdej kobiety po czterdziestce:
„Każde zrobione i niezrobione kroki się kumulują i wpływają na to, czy będziemy się dobrze starzeć”.
Kopańczyk zachęca do myślenia o zmianie jako o procesie, nie rewolucji. Przykład?
„Snacki, czyli tzw. przekąski treningowe to 10 przysiadów”. Krótka aktywność, którą zrobisz między spotkaniami, przed wstawieniem prania, między jednym a drugim telefonem.
Codzienne drobiazgi – mała porcja warzyw, jedna kawa z mniejszą ilością cukru, 15 minut spaceru – robią różnicę większą, niż myślimy.

Dieta po 40. - fundamenty, bez których nie ruszymy
Kobiece ciało po czterdziestce potrzebuje innego paliwa niż wcześniej. Dietetyczka wylicza: -„Po pierwsze: dla kobiet po 40. 30 gramów błonnika jest nie do negocjacji. Po drugie: Dodatek białka do posiłku zapobiega spadkom energii, insulinooporności, bo generalnie opłaca nam się jeść białko”. Dlaczego staje się ono takie kluczowe? Z wiekiem tracimy masę mięśniową, a to mięśnie „spalają” cukier i chronią nas przed insulinoopornością. Białko stabilizuje też apetyt i chroni przed podjadaniem. - Najlepszym jego źródłem są: jajka, ryby, rośliny strączkowe, tofu, nabiał fermentowany, orzechy i nasiona - podaje ekspertka. I wyjaśnia, że choć białko jest niezbędne, nie oznacza to jedzenia steków: „W zdrowym starzeniu się kobiet warto ograniczyć mięso - szczególnie czerwone”.

Czego unikać? Trzy produkty, które najbardziej nam szkodzą
Dietetyczka wskazuje trzy grupy, których nadmiar działa na nas po prostu źle:
1. Cukier prosty i słodycze – niestabilna energia, rozchwiania nastroju, stany zapalne. Jednak - jak zaznacza dietetyczka - „Chodzi o zdrową relację z cukrem. Nie o demonizowanie, ale świadome wybory: nie będę codziennie jeść słodyczy, ale raz w tygodniu mogę sobie pozwolić na ciastko z cukierni”.
2. Ultra przetworzona żywność – sól, cukier, tłuszcze trans i chemiczne dodatki.
3. Napoje słodzone (także „fit”) – szybki skok cukru, spadek energii i błędne koło podjadania.
Anna Kopańczyk praktykuje to, co głosi. Wprowadziła do swojego jadłospisu pięć produktów, które poleca wszystkim kobietom po 40., na liście znalazły się m.in. oliwa i suszone śliwki, które wg przytaczanych przez ekspertkę badań, okazują się być zbawienne dla naszych kości.
Zmiana diety? Zacznij dziś, choćby od jednego kroku



Show more...
1 month ago
54 minutes 23 seconds

Zwierciadło Podcasty
„Szczyty są samotne”. Marta Klepka o tym, że przyjaciół poznaje się w sukcesie, a nie w biedzie | „Ukryte piękno”, odc. 17

- Kobiety, które zarabiają więcej, często nie mówią o tym w domach, ukrywają, przelewają na inne konta. Niektóre moje koleżanki nie przyznają się w domu, że są prezeskami - mówi Marta Klepka, liderka biznesu w podcaście „Ukryte piękno”. Czy sukces zawodowy naprawdę daje wolność, czy raczej nowy rodzaj samotności? Anna Augustyn-Protas rozmawia z liderką, mentorką i prowadzącą program „Babski biznes” w TVN Style – o kobietach, które nie boją się sięgać po więcej, choć często płacą za to wysoką cenę. Sponsorem podcastu jest TVN Style.

Kobiety biznesu nie czekają już na zaproszenie do stołu – same go budują.Kiedy kobieta staje na szczycie, często zostaje tam sama. Nie dlatego, że inni znikają, ale dlatego, że niewielu potrafi wytrzymać wysokość, z której widać więcej. „Szczyty są samotne” – mówi Marta Klepka w rozmowie z Anną Augustyn-Protas, redaktorką prowadzącą podcast „Ukryte piękno” magazynu Zwierciadło. To odcinek o sile kobiet, o ambicji i granicach, o przywództwie bez iluzji i o tym, że sukces ma też swoją cichą, niepokazaną stronę.
Marta Klepka to postać, którą trudno zamknąć w jednym zdaniu. Dyrektorka generalna sieci hoteli, inicjatorka akcji „Być kobietą on tour”, mentorka kobiet przedsiębiorczych i prowadząca program „Babski biznes” w TVN Style, w którym pomaga bohaterkom stawiać na nogi ich firmy. W „Ukrytym pięknie” mówi o wszystkim, czego nie widać w telewizji – o emocjach, o zwątpieniach, o decyzjach, które kosztują.

Kobiety, które robią trzy etaty w cenie jednego

Początek rozmowy to pytanie o odwagę. Dlaczego kobiety, które mają świetne pomysły, tak długo zwlekają z działaniem? „Zanim zaczną, analizują, wątpią, zastanawiają się, czy na pewno się nadają. A przecież jak ktoś chce, to szuka sposobów, a jak nie chce – powodów” – mówi z uśmiechem Anna Augustyn-Protas.
Klepka potwierdza: „To prawda. Kobiety często czekają, aż ktoś je zauważy, aż ktoś im powie: dasz radę. A przecież teraz możemy wszystko”. W jej programie „Babski biznes” pojawiają się kobiety, które zaczynały od kuchennego stołu, a dziś prowadzą sklepy, restauracje, manufaktury, salony. Wszystkie mają w sobie ogromny potencjał – ale też zmęczenie, niepewność, poczucie, że muszą udowadniać podwójnie.

Równowaga czy mit?

Jak mówi Klepka, kobiety, które łączą prowadzenie firmy z opieką nad dziećmi, pracują właściwie na trzech etatach. „Biznes wymaga uwagi i czasu. Jedna z kobiet, które mnie inspirują, mówi, że ma wpisaną w kalendarz tzw. godzinę na myślenie. I to mnie zachwyca. Bo często działamy automatycznie, bez refleksji, jakbyśmy bały się zatrzymać”.

Sukces i jego cena

Marta przyznaje, że kobiety, które osiągają sukces, często spotykają się z niezrozumieniem. „Mówi się, że przyjaciół poznaje się w biedzie, ale ja powtarzam: poznaje się ich w sukcesie. Bo wtedy dopiero widać, kto potrafi się naprawdę cieszyć twoim powodzeniem”.
Szczyty bywają samotne, ale Klepka nie żali się. Dla niej sukces to nie wynik, ale proces – codzienna nauka pokory, zaufania i samodzielności. „Najlepszą radę, jaką dostałam od mojej mentorki, Grażyny Kulczyk, brzmiała: „Nie należy obrażać się na rzeczywistość i trzeba uczyć się od młodszych.” To mi bardzo otworzyło oczy. Dziś lubię pracować z młodszymi. Mają inne spojrzenie, świeżość, odwagę. Uczę się od nich elastyczności”.

Jednym z najbardziej momentów rozmowy jest wątek finansów. „Boimy się zarabiać więcej” – mówi Klepka. – „Kobiety, które zarabiają więcej, często nie mówią o tym w domach. Ukrywają, przelewają na inne konta. Niektóre moje koleżanki nie przyznają się w domu, że są prezeskami”.
W świecie, który mówi dużo o siostrzeństwie, Marta nie unika trudnych tematów. „Mówi się o wsparciu kobiet, ale kobiety potrafią też sobie te szpileczki włożyć".
Sponsorem odcinka jest TVN Style emitujący program „Babski biznes”. 

Show more...
1 month ago
50 minutes 12 seconds

Zwierciadło Podcasty
„Wypalenie nigdy nie jest z dnia na dzień. To proces w ciele”. Dlaczego coraz więcej pracowników „odchodzi donikąd”? „zaTASKowani 2”, odc. 10

„Nauczyliśmy się w pandemii, że chodzić do pracy nie oznacza chodzić do pracy. Dziś ludzie pytają: z czego wynika to, że ja muszę być pięć razy w tygodniu w biurze?”- mówi Róża Szafranek w podcaście „zaTASKowani 2”. Jeszcze niedawno biuro było symbolem sukcesu – dziś dla wielu stało się synonimem utraty wolności. Mimo że statystyki pokazują stabilny udział pracy zdalnej na poziomie 30%, globalne korporacje coraz częściej wzywają swoich pracowników z powrotem do open space’ów. Czy naprawdę potrzebujemy biurek, żeby się rozwijać? A może to tylko nostalgiczna potrzeba kontroli? O tym rozmawiamy w nowym odcinku podcastu „zaTASKowani 2” z Różą, założycielką HR Hints, oraz Karoliną Norkiewicz, komiczką z Klubu Komediowego i współscenarzystką „The Office PL”, o tym, czym dziś jest praca – zdalna, hybrydowa czy stacjonarna – i dlaczego żadna z nich nie jest wolna od pułapek.

Jak pisze Nicholas Bloom, ekonomista z Uniwersytetu Stanforda, 2025 r. to tzw. „Rok kaczki” – z wierzchu spokojny, a pod spodem pełen gwałtownych ruchów. – „Powyżej stabilizacja, ale poniżej… burzliwie wiosłują” – mówi Bloom, opisując sytuację firm, które balansują między elastycznością a potrzebą kontroli.

Rok Kaczki, czyli pozorny spokój

Większość pracowników na świecie, bo blisko 60%, funkcjonuje w modelu hybrydowym, 1/3 w pełni zdalnie, a tylko 14% stacjonarnie - wg badania „2024 Global Comms Report”. Wyniki te odzwierciedlają sytuację w wielu krajach Europy, poza Polską, gdzie udział pracy zdalnej to tylko 1/10 - jak wynika z danych GUS-u za II kwartał zeszłego roku.

Mimo (a może właśnie dlatego), że model hybrydowy i zdalny wydają się utrzymywać na stabilnym poziomie od dwóch lat, coraz więcej globalnych marek – od Tesli po Amazon – stawia na kampanie „Return to Office”. Oficjalnie chodzi o współpracę i kulturę organizacyjną. Nieoficjalnie – o strach przed utratą wpływu.

Jak mówi Róża Szafranek, specjalistka HR: – Nauczyliśmy się w pandemii, że chodzić do pracy nie oznacza chodzić do pracy. Dziś ludzie pytają: z czego wynika to, że ja muszę być pięć razy w tygodniu w biurze? - pyta.

Hybryda, czyli inaczej chaos

Choć hybrydowy model miał być złotym środkiem, praktyka pokazuje, że często przynosi więcej napięć niż korzyści. Według różnych źródeł ponad 70% dużych firm w 2025 roku działa w modelu „ustrukturyzowanej hybrydy”, czyli 1–4 dni w biurze. W teorii – elastyczność. W praktyce – nowy rodzaj stresu.

– Najtrudniejszym modelem jest praca hybrydowa. Wyżej oceniasz ludzi, którzy przychodzą do biura, to tzw. zjawisko proximity bias – lubimy ludzi, których fizycznie widzimy – wyjaśnia Szafranek.

Według danych Koalicji Bezpieczni w Pracy („Raport Bezpieczeństwo pracy w Polsce 2023. Dobrostan pracownika, czyli well-being w pracy”), ponad połowa pracowników zdalnych deklaruje, że oszczędza czas na dojazdach, prawie tyle samo śpi dłużej i ma poczucie większej swobody. Ale już w hybrydzie ponad 60% skarży się na brak jasno ustalonych godzin pracy. Granice między „pracą” a „życiem” zacierają się, a burnout (z ang. wypalenie) przestaje być jednostkowym przypadkiem.

– Ludzie coraz częściej dochodzą do takiej granicy wypalenia, że nie są w stanie dłużej pracować. Dobrze pokazują to tzw. odejścia donikąd - patrząc na menadżerów: w 2021 roku to był promil, a teraz 7 procent – dodaje ekspertka.

Spotkania offline, czyli naprawdę kontrola

Arvid Kahl, przedsiębiorca i autor książki Zero to Sold, mówi w swoim podcaścieThe Bootstrapped Founded: „Zamiast przymusowych pogawędek i wspólnego lunchu, pracownicy identyfikują się z tym, co firma chce osiągnąć. Kultura to dziś proces i misja, a nie mundurki czy biurka".

Z raportu „50 Eye­-Opening Remote Work Statistics for 2024” wynika, że blisko połowa pracowników zdalnych wskazuje na mniejsze obciążenie stresem w pracy zdalnej. Jednak wraz z elastycznością przyszła nowa forma przeciążenia. – Wypalenie to nigdy nie jest z dnia na dzień. Wypalenie to proces w ciele – wyjaśnia Róża.


Show more...
1 month ago
52 minutes 16 seconds

Zwierciadło Podcasty
„Od niedawna wiem, że wiele moich cech wiąże się z ADHD”. Bartek Kasprzykowski o tym, że z kryzysu zawsze coś wyrasta | „Mężczyzna jest człowiekiem”, odc. 5

Czy współczesny mężczyzna może być wrażliwy, zagubiony, a jednocześnie silny? Aktor Bartek Kasprzykowski w rozmowie z Beatą Biały w podcaście „Mężczyzna jest człowiekiem” mówi o dorastaniu do miłości, o tym, że ADHD może być zarówno przekleństwem, jak i paliwem twórczości, oraz o tym, dlaczego nie da się przejść przez życie, nie raniąc innych. To rozmowa o męskości, która nie potrzebuje pancerza.

Bartek Kasprzykowski, znany z wielu ról teatralnych i telewizyjnych, w rozmowie z Beatą Biały odsłania inną stronę swojej osobowości. Nie tę z ekranów, ale z codzienności – człowieka, który szuka, uczy się siebie, i nie boi się mówić o emocjach. W świecie, który długo wymagał od mężczyzn twardości i dystansu, Kasprzykowski mówi wprost: „Zawsze byłem chłopakiem, który wolał towarzystwo dziewczyn. One miały dla mnie więcej ciekawości, mniej rywalizacji. Mogłem być przy nich sobą.”

Aktor przyznaje, że zrozumienie siebie przyszło do niego stosunkowo niedawno. „Od niedawna wiem, że wiele moich cech wiąże się z ADHD. To odkrycie było dla mnie jak uchylenie drzwi do innego świata – wreszcie wiem, skąd ta gonitwa myśli, dlaczego czasem mam tysiąc emocji naraz.” Kasprzykowski mówi o tym z ciepłem, ale też z humorem – jak ktoś, kto nauczył się oswajać swoje demony, zamiast z nimi walczyć. W rozmowie z Beatą Biały wraca też wątek męskości, której sens, jego zdaniem, wcale nie tkwi w sile fizycznej czy kontroli.

„Mnie ukształtowały kobiety”

Mówi z przekonaniem. – „Matka, partnerki, przyjaciółki, koleżanki z pracy. Od każdej czegoś się nauczyłem. Każda pokazała mi coś o mnie samym. I chyba dlatego nigdy nie rozumiałem tej męskiej potrzeby dominacji. Zawsze bliższa była mi empatia.”

Kasprzykowski przyznaje jednak, że budowanie głębokich relacji – zwłaszcza z innymi mężczyznami – wciąż stanowi dla niego wyzwanie. „Zbudowanie przyjaźni jest dla mnie bardzo trudne. W męskich relacjach często czuję napięcie, potrzebę udowadniania czegoś. A ja nie chcę nic udowadniać. Chcę po prostu być.”

Jego słowa brzmią jak manifest pokolenia mężczyzn, którzy przestali wstydzić się emocji. W rozmowie z Beatą Biały aktor nie unika trudnych tematów – mówi o kryzysach, rozstaniach i o tym, jak nauczył się widzieć w nich sens. „Każdy związek to jest praca. Nie ma nic gorszego niż oczekiwanie, że będzie idealnie. Jak przychodzi kryzys, myślę: zaraz z tego coś wyrośnie. Zawsze coś rośnie.”

„Nie da się przejść przez życie, nie raniąc innych ludzi”

Metafora powracania do życia, nawet po porażkach, przewija się przez całą rozmowę. Kasprzykowski mówi o niej z filozoficznym spokojem, który przychodzi dopiero z doświadczeniem. I o akceptacji tego, że nawet w najlepszych relacjach zdarzają się błędy. „Nie da się przejść przez życie, nie raniąc innych ludzi.” Rozmowa Beaty Biały z Bartkiem Kasprzykowskim to intymny portret mężczyzny, który nie boi się mówić o swojej wrażliwej stronie, ale też tej walecznej, gdy razem z żoną, Tamarą Arciuch, musieli od początku związku stawić czoła światu. To także opowieść o dojrzewaniu – nie tylko w sensie wieku, ale i świadomości. O tym, że męskość nie polega na sile, lecz na zdolności do uczuć. Kasprzykowski przyznaje, że nauczył się doceniać chwile spokoju. Że już nie musi wszystkiego kontrolować, nie szuka ideałów. „Kiedyś chciałem mieć odpowiedź na wszystko. Dziś wiem, że czasem wystarczy pytanie. I obecność.”

W podcaście „Mężczyzna jest człowiekiem” Beata Biały rozmawia z mężczyznami, którzy nie wpisują się w stereotypy. Z takimi, którzy mają odwagę być autentyczni, rozbrajać tabu i mówić o emocjach, nie tracąc przy tym poczucia humoru. W rozmowie z Bartkiem Kasprzykowskim pojawia się nie tylko refleksja nad miłością, ale też nad tym, jak trudno dziś być w pełni sobą, gdy świat oczekuje, że zawsze będziemy „ogarniać”.


Show more...
2 months ago
59 minutes 44 seconds

Zwierciadło Podcasty
„Zwierciadło Podcasty” to rozmowy o psychologii, kulturze, wychowaniu, podróżach i dobrym życiu. Naszymi gośćmi są znani eksperci, badacze oraz ludzie zaangażowani w promocję aktualnej i sprawdzonej wiedzy ze wszystkich tych dziedzin.